
- Żywienie zwierząt fermowych

W dynamicznie zmieniającym się świecie, gdzie hodowla zwierząt znajduje się pod presją legislacji, wyśrubowanych norm bioasekuracji i rosnących wymagań konsumentów dotyczących dobrostanu zwierząt oraz zrównoważonego rozwoju, kluczowe staje się utrzymanie efektywności kosztowej. W wyścigu o przyszłość polskiej trzody chlewnej Janusz Wojtczak – doświadczony hodowca z Wielkopolski, producent warchlaków i urodzony przedsiębiorca – pokazuje, że sukces jest osiągalny. Jego filozofia to unikalne połączenie głębokiej wiedzy zootechnicznej z twardym, biznesowym podejściem, a wszystko to z niezachwianym poszanowaniem dla zwierząt i środowiska. Janusz Wojtczak, jeden z największych niezależnych producentów warchlaków w Polsce, od lat stawia na innowacje i naukowe podejście do żywienia. Najlepszym przykładem tego zaangażowania jest jego współpraca z HiProMine, w ramach której testuje i z powodzeniem stosuje innowacyjny komponent paszowy Umami Boost.
Opowieść Janusza Wojtczaka o jego drodze do pozycji lidera w produkcji warchlaka zaczyna się w sercu Wielkopolski, w tradycyjnym gospodarstwie rolnym jego rodziców. „Od najmłodszych lat miałem kontakt ze zwierzętami fermowymi, bo moi rodzice też mieli gospodarstwo” – wspomina Pan Janusz – „To było typowe, małe, rodzinne gospodarstwo z „całym zwierzyńcem”: trzodą, bydłem mlecznym, drobiem. Czasy PRL-u i związane z nimi uwarunkowania polityczne i prawne nie pozwalały na znaczący rozwój.”
Prawdziwy przełom nastąpił w 1997 roku. Wtedy to Janusz Wojtczak, już po studiach zootechnicznych i z solidnym przygotowaniem teoretycznym, zdecydował się na odważny krok – zakupił pierwszą partię 60 loszek PIC. „Wtedy to było ogromne stado, zwłaszcza, że to był taka topowy genotyp hybrydowy” – opowiada. Od tego momentu zaczęła się jego profesjonalna przygoda z gatunkiem. To był pierwszy, milowy krok do rozwoju. „Potem chciałem robić więcej i lepiej. Ale z biznesowym podejściem. I robiłem” – dodaje z uśmiechem.
Kolejny kamień milowy to rok 2004, kiedy to Wojtczak zakupił i zaadaptował fermę w Zaworach. Początkowo obiekt przeznaczony był do chowu kur niosek. „Te budynki zostały przeze mnie zaadoptowane, przerobione i na bazie tego stworzyliśmy fermę, która dzisiaj stanowi trzon mojej produkcji” – wyjaśnia Pan Janusz. I rzeczywiście skala jest imponująca: w układzie skonsolidowanym dysponuje on około 2500 macior. Głównym obszarem działalności jest produkcja warchlaków, których rocznie produkuje się ponad 60 tysięcy. To czyni go największym niezależnym producentem warchlaków w Polsce. 85% warchlaków trafia do niezależnych producentów trzody chlewnej – stałych klientów Pana Janusza, choć, jak mówi on sam, popyt jest znacznie większy. Pan Janusz część swoich warchlaków zostawia z przeznaczeniem do własnej produkcji wyselekcjonowanej wieprzowiny wysokiej jakości.
Przez lata działalności, pomimo różnych wzlotów i upadków, problemów z materiałem genetycznym i zmiennymi uwarunkowaniami rynkowymi, Janusz Wojtczak wypracował sobie unikalną, niezależną genetykę. Reprodukcję materiału żeńskiego prowadzi we własnym zakresie ze względów biosekuracyjnych. Co więcej, loszki GGP (Prarodzicielskie) testuje na parametry tuczne w specjalistycznych stacjach NEDAP, które na bieżąco sprawdzają przyrosty, pobranie paszy i konwersję. To podejście jest rzadkością, nawet w Europie, ze względu na wysokie koszty technologii. „Tego też nikt na pewno nie robi, nie wiem czy w ogóle w Europie, bo to są bardzo drogie technologie” – zauważa. Jednak, dzięki ich wykorzystaniu Pan Janusz może świadomie selekcjonować zwierzęta pod kątem cech tucznych, co jest fundamentalne dla zapewnienia stabilnej genetyki i wyrównanych miotów. Okazało się, że wariancja tych cech jest ogromna, a potencjał do poprawy – duży.
„Największym wyzwaniem dla producentów trzody chlewnej jest utrzymanie efektywności kosztowej”. Filozofia Janusza Wojtczaka to kwintesencja tego stwierdzenia. Jego podejście do hodowli to przede wszystkim biznes. „My nie produkujemy tucznika, warchlaka, prosiaka, my uczymy się zarabiać pieniądze” – to zdanie jest mantrą w jego działalności. Dla niego fundamentalne jest spojrzenie na hodowlę jak na przedsiębiorstwo, gdzie każdy element musi przekładać się na rentowność.
Wojtczak podkreśla błąd wielu polskich hodowców, którzy wciąż skupiają się głównie na plenności loch, czyli liczbie prosiąt urodzonych od maciory (płodność). Najważniejszym parametrem w opłacalności produkcji mięsa wieprzowego jest, jego zdaniem, konwersja paszy. „Pasza stanowi 70 % kosztów produkcji mięsa wieprzowego” – podkreśla. Jeśli ten parametr zostanie pominięty, żadna wysoka płodność nie uratuje biznesu.
Zdrowotność zwierząt jest nierozerwalnie związana z wszystkimi parametrami: wysoki wskaźnik upadków prowadzi do złej konwersji i niższej plenności, liczonej w stadzie, a nie tylko od rodzącej lochy. Przykład Hiszpanów, którzy mimo pozornie niższej plenności loch są liderami na rynku wieprzowiny, przede wszystkim dlatego, że mają najniższą konwersję paszy. „To biznes. Musi się spinać finansowo” – puentuje.
Wojtczak podkreśla, że lochy większe, cięższe, które potrzebują więcej paszy bytowej, tworzą większe koszty, które automatycznie muszą być wliczone w biznes. Biznesowe rozliczanie każdej maciory jest kluczowe. Sukces Duńczyków, sprzedających genetykę, czy Hiszpanów, skupiających się na efektywności, pokazuje, że kluczem jest jasna strategia i świadome działanie.
Dobrostan zwierząt, o który na fermie Wojtczaka dba się z najwyższą starannością, nie jest jedynie kwestią etyki czy wymogów, ale fundamentalnym elementem rentowności. Jego podejście do środowiska w chlewni to zaawansowana technologia:
„Trzeba zadbać o dobrostan zwierząt, żeby one były w stanie dwójnasób się odpłacić” – podkreśla. Złe warunki, nieodpowiednia higiena czy tania, źle zbilansowana pasza są dla niego nie tylko nieetyczne, ale przede wszystkim nieopłacalne. „Nie ma drogi na skróty” – zaznacza.
I rzeczywiście – ferma Pana Janusza jest przykładem doskonałych warunków. Obiekt charakteryzuje się znakomitą wentylacją – mimo dużej skali produkcji, obecność zwierząt jest w zasadzie „niewyczuwalna”, co pomaga utrzymać doskonałe relacje ze społecznościami lokalnymi i planować dalszy rozwój.
Testowanie nowoczesnych i innowacyjnych rozwiązań w poszukiwaniu optymalizacji i z myślą o zdrowotności zwierząt doskonale wpisują się z przedsiębiorczością Pana Janusza.
Pod koniec 2024 roku, jako jeden z pierwszych hodowców w Polsce, wprowadził do swojej hodowli pasze dla prosiąt z dodatkiem Umami Boost – funkcjonalnego komponentu paszowego od HiProMine, bazującego na larwach Hermetia illucens.
W żywieniu prosiąt kluczowe jest zapewnienie im dostępnej energii, zwłaszcza w stresującym okresie okołooodsadzeniowym. Janusz Wojtczak podkreśla, że w sytuacji niewystarczającej podaży energii i nadpodaży białka może dojść do zachwiania równowagi w przewodzie pokarmowym prosięcia, prowadzącej do biegunek i problemów trawiennych.
Umami Boost okazał się strzałem w dziesiątkę. Dzięki unikalnej kombinacji naturalnie występujących składników bioaktywnych – kwasu laurynowego, białek AMP (peptydy przeciwdrobnoustrojowe) i chityny – oraz zaawansowanej technologii wytwarzania, produkt działa wielokierunkowo, wspierając:
Kwas laurynowy działa przeciwbakteryjnie, chityna wspiera perystaltykę i wiąże toksyny, a AMP poprawiają strawność i zapobiegają biegunkom. Dodatkowo smak umami w paszy Umami Boost znacząco zwiększa jej pobranie w porównaniu z dietą kontrolną. O testach smakowitości można przeczytać w artykule Umami Boost a smakowitość: klucz do sukcesu w odchowie prosiąt.
Wyniki testów przeprowadzonych na fermie Janusza Wojtczaka, potwierdzone przez dane HiProMine, są imponujące i potwierdzają skuteczność Umami Boost w praktyce hodowlanej. W porównaniu do grupy kontrolnej, prosięta karmione paszą zawierającą Umami Boost wykazały:
Dodatkowo, Umami Boost przyczynił się do znaczącej poprawy mikrostruktury jelita krętego prosiąt: powierzchnia absorpcyjna wzrosła o 24%, grubość błony śluzowej o 7%, a liczba komórek kielichowych o 8%. Zaobserwowano także korzystne zmiany w indeksach biochemicznych krwi, takie jak niższy poziom LDL o 25% i ALT o 32%. Co ważne, obniżył się również poziom amoniaku w treści pokarmowej (o 23%), kale (o 11%) oraz mocznika we krwi (o 16%). To wszystko świadczy o lepszym trawieniu i metabolizmie.
Pan Janusz podkreśla, że dzięki Umami Boost, spożycie paszy było znacząco wyższe i w żaden sposób nie przekładało się na problemy trawienne. To z kolei przełożyło się na szybszy wzrost i krótszy okres odchowu. Dziś jego prosięta ważą 28-30 kg w 70. dniu życia, co idealnie wpisuje się w 5-tygodniowy rytm produkcyjny i pozwala na sprawne zarządzanie odchowalnią.
Czy Pan Janusz planuje szukać dalszych optymalizacji w paszy?
„Na razie prosięta nie proszą o zmianę. Bo to nie ode mnie zależy. To zależy od tych zwierząt po prostu” – mówi, podkreślając satysfakcję z produktu.
Wieprzowina Kobe, zrównoważony rozwój i plany HiProMine
Janusz Wojtczak nieustannie patrzy w przyszłość. Jego najnowszy, ambitny projekt to „wieprzowina Kobe” – produkcja mięsa o podwyższonych parametrach funkcjonalnych, bogatego w selen, witaminę E i kwasy omega-3. To odpowiedź na deficyt kwasów omega-3 w diecie człowieka na tej szerokości geograficznej. Kluczowe jest jednak to, by mięso było rozpoznawalne przez konsumenta nie tylko na papierze, ale przede wszystkim „na podniebieniu”. 15% warchlaków mojej produkcji przeznaczamy na własny tucz, z myślą o funkcjonalnych właściwościach mięsa. Te z kolei wprowadzane są wraz z odpowiednim żywieniem – np. dzięki włączeniu do diety cebuli. Czy przekłada się to na walory smakowe i funkcjonalne? Zdecydowanie, co potwierdziły testy smakowe”. Celem Pana Janusza jest dostarczenie konsumentom mięsa o wyjątkowej soczystości i smaku, wynikającej z pożądanego tłuszczu śródmięśniowego.
Jako przedsiębiorca myślący wielotorowo i przyszłościowo, Janusz Wojtczak planuje dalsze wdrażanie rozwiązań HiProMine w swoim gospodarstwie. Obecnie Umami Boost jest w standardzie żywienia prosiąt, a w przyszłości możliwe jest zastosowanie produktów również w diecie loch, w celu poprawienia zdrowia, kondycji, odporności i stymulacji pobrania. To pokazuje ciągłe dążenie hodowcy do optymalizacji i innowacji na każdym etapie produkcji.
Farma Wojtczaka jest również pionierem w zakresie zrównoważonego rozwoju, wyprzedzając nawet wymogi przyszłego Zielonego Ładu. Może pochwalić się rekordowo niskim śladem węglowym: 1,61 kg ekwiwalentu CO2 na kilogram mięsa wieprzowego, co jest wynikiem trzykrotnie niższym niż średnia europejska (około 5 kg). Ten imponujący wynik to efekt przemyślanej strategii i inwestycji: wykorzystania odnawialnych źródeł energii (własny prąd, ciepło i chłód OZE), produkcji części komponentów na miejscu oraz efektywnego zarządzania nawozami. Jak podkreśla Wojtczak, używa zaledwie 122 kg NPK + Ca, czyli jedną czwartą tego, co średnio duzi producenci.
Kluczowym elementem jego zrównoważonej strategii jest biogazownia i innowacyjne technologie, takie jak pierwszy na świecie zespolony agregat Zudek + ORC, który konwertuje ciepło odpadowe z biogazowni na chłód technologiczny, a nawet na dodatkową energię elektryczną. To świadczy o pełnym wykorzystaniu potencjału „zamkniętego obiegu materii”.
Na koniec, Janusz Wojtczak dzieli się kluczowymi wskazówkami dla polskich hodowców i całej branży, wierząc, że dzięki nim polski sektor trzody chlewnej może się odbudować:
„Musimy rzeczywiście się uczyć, żeby wiedzieć czym się zajmujemy”. Niezbędne jest ciągłe poszerzanie wiedzy i panowanie nad technologią produkcji, aby eliminować błędy wynikające z braku świadomości, takie jak ignorowanie dezynfekcji linii wodnych czy podstawowych zasad dobrostanu.
Przestańmy produkować „na oko” i ścigać się jedynie na parametr płodności.
„Nie produkujmy tuczników, warchlaków. Róbmy biznes, zarabiajmy pieniądze”.
Kluczowe jest dopasowanie genetyki i żywienia do konkretnego celu produkcji. Jeśli celem jest sprzedaż do ubojni, należy skupić się na mięsności i najniższej cenie produkcji, co sprowadza się do optymalizacji konwersji paszy.
„Produkujmy dokładnie to, czego rynek od nas oczekuje”, a nie „za dobre produkty”, za które nikt nie zapłaci. Jeśli celem jest produkt premium (jak „wieprzowina Kobe”), musi on być odpowiednio pozycjonowany i wyceniony.
Konieczna jest głębsza integracja w branży. Wojtczak wskazuje na przykład Danii, gdzie wspólne biogazownie obsługujące całe gminy pozwalają na efektywne zarządzanie odpadami i obniżanie emisji.
„U nas nie ma takich opcji, żeby sąsiad z sąsiadem nawet w jednej wiosce skrzyknęli się, zrobili taką biogazownię. Będzie czas, będziemy musieli płacić za tę emisję i znowu będziemy płakać. Lepiej się zintegrować”. Takie wspólne działania są potrzebne.
„Nie można pracować na jakoś to będzie”. Potrzeba profesjonalnego działania w walce z ASF, zamiast jedynie ograniczania się do bioasekuracji w gospodarstwach. Czechy, Belgia czy Szwecja udowodniły, że zapanowanie nad wirusem jest możliwe. Polska, jako importer wieprzowiny wydaje się, żę nie traci na bytności wirusa ASFV ale z drugiej strony, embarga na eksport tzw. „piątej ćwiartki” (głowizna, nogi, podroby), to spora strata dla sektora. Niektóre nacje np. Chińczycy płacą „jak za zboże”, co mogłoby zwiększyć rentowność produkcji.
Janusz Wojtczak to przykład, że w polskiej hodowli trzody drzemie ogromny potencjał. Jego podejście, łączące innowacyjność, twarde zasady biznesowe i dbałość o dobrostan, może być inspiracją dla całej branży, pokazując, że przyszłość należy do profesjonalistów, którzy potrafią patrzeć szerzej niż tylko na tradycyjne metryki. HiProMine, jako „Science Based Nutrition Partner”, z dumą wspiera takich wizjonerów, dostarczając innowacyjne komponenty, które realnie przekładają się na zdrowie zwierząt i wyniki ekonomiczne. Razem z takimi hodowcami jak Janusz Wojtczak, HiProMine buduje przyszłość polskiej trzody chlewnej.
Więcej o innowacyjnym Umami Boost — komponencie paszowym, który Janusz Wojtczak wprowadził na swojej fermie — przeczytasz w dedykowanym artykule. Poznaj, jak kwas laurynowy, peptydy AMP, chityna i smak umami wspólnie wspierają zdrowie prosiąt, zwiększają pobranie paszy i podnoszą efektywność odchowu.